środa, 30 listopada 2016

51. GDY KREW ZALEWA



Mam dość. Nie mogę dłużej patrzeć na to, co się wyprawia na świecie.
Wyłączam telewizor pełen dziennikarskich plugastw i partyjnych gierek.
Nierzetelne dziennikarstwo z politycznym ukierunkowaniem, wyciąganie niewygodnych kwestii w sposób powierzchowny, nie rzadko jednostronny.
Wychodzę z domu, by cieszyć się tym, czego inni nie umieją docenić... życiem. 
Głowa pęka od szumu informatycznego. 
Z jednej i drugiej strony politycznej bombardują nas aferami, skutecznie skrywając własne niedociągnięcia. 
Tak to już jest. Gdy korytko zbyt krótkie, zaczyna się walka o byt.
Mam dość unikania niewygodnych tematów.
Tak było, jest i pewnie będzie, ale nie godzę się na to.
"Czwarta władza", jak się nazywa środki masowego przekazu, faktycznie ma siłę przebicia. Szkoda tylko, że nadzór nad jej działalnością jest mało skuteczny i dotkliwy finansowo, w uzasadnionych przypadkach.
Nie zapomnę sytuacji, gdy jeden taki młody wilczek, bez większego doświadczenia, zeznawał w sądzie jako świadek.
Ja, jako jeden z niesłusznie posądzanych o zabór mienia handlującym "na dziko", ze zdumieniem słuchałem słów młodego dziennikarza.
Dla niego, jak zeznawał, nie było istotne, kto miał rację w sporze o zajmowanie terenu pod handel, tylko to, że coś się działo i telewizja lokalna mogła puścić mocny materiał filmowy z szarpaniny przy usuwaniu stoisk.
Takie wypowiedziane słowa w sądzie, czy podobnego kalibru na wizji, złoszczą mnie i tracę cały szacunek do ogólnie pojętej medialnej rodziny.
Masz też dość? Wyłącz telewizor i zajmij się bliskimi. Lepsze samopoczucie gwarantowane.
Polecam.

wtorek, 29 listopada 2016

50. ŚLUSARZ POSZUKIWANY


Nikt nie chce być zdradzany. Nikomu nie podoba się też odgrywanie roli "tej drugiej", mniej kochanej.
Szukanie bliskiej osoby to albo maraton randkowy, albo desperacki sprint.
Później i tak wszystko wychodzi, czy warto było zaryzykować. 
Tak, czy inaczej, przychodzi refleksja, zastanowienie nad dalszym życiem.
Stojąc w miejscu, w którym wszystko się zaczęło, wspominamy pierwsze tygodnie znajomości - kawiarnia, kino, pierwsze pocałunki, wspólna noc, i tak w kółko, aż do zawieszenia kłódki na moście.
Miłość przemija, czasem i znajomość, a wygrawerowane imiona same nie znikają.
Po nieudanym związku, na próżno szukać wyrzuconego klucza. Ukryty w otchłani rzeki nie zostanie odnaleziony.
Aby zatrzeć ślad chciałoby się przepiłować metalowe zapięcie kłódki, albo spalić cały most.
Może to być przestroga dla innych, by ważyć słowa i czyny... tylko, czy nie mamy prawa błądzić, zawierzać, być zakochanymi, szczęśliwymi, gdy życie jest tak ulotne?
Zawsze możesz zranić, być osobą zranioną, nawet nie chcący - taka to już przywara naszego człowieczeństwa.
Chwile szczęścia będą natomiast jedynym miłym wspomnieniem z życia, a bez drugiej osoby, trudno o dobre dni.
Nie szukajmy zatem specjalistów od kasowania pamięci i speców od zacierania śladów.
Przyjmujmy życie takie, jakim jest.
Nauczka i wyciągnięte wnioski niech idą swoją drogą, a my nie powinniśmy obrażać się na całą płeć przeciwną.
I choćby był to już powrót z dłuższej podróży, zakończony rozwodem, nikt nie ma prawa odbierać nam możliwości stworzenia nowego rozdziału w życiu.
Ktoś zapyta, a co jeśli są dzieci?
Odpowiem zapytaniem: a co mają z tego dzieci, gdy matka wiecznie jest zaganiana, by zapewnić byt z jednej pensji, lub ojciec samotny zatapia samotność w butelce wódki?
Żaden pożytek, a rosnąca frustracja rodziców odbija się zawsze na dzieciach.
Żyjmy w zgodzie ze sobą, mając baczenie na innych, a będziemy usatysfakcjonowani i pełni nadziei na kolejne dni.
Zdjęcia z przeszłości nie będą nas wówczas ranić, a staną się wyznacznikiem drogi, jaką przebyliśmy, by ostatecznie poczuć się szczęśliwymi, kochanymi, spełnionymi.

niedziela, 27 listopada 2016

49. LUDZI BRAK TO ZŁY ZNAK


Z racji swojej specjalizacji, często zastanawiałem się nad tym, jak dorobić w życiu. 
Niby marketing, ekonomia, nie są mi obce i wiem, jak podejść do tematu handlu.
Miałem jednak obawy, że samemu mi się to nie uda.
Doba nie jest z gumy i nie rozciągnie się minut, a trzeba (poza sprawami związanymi z handlem) przecież spać, jeść, ugotować obiad, wyprać, wyprasować ubrania, zrobić zakupy itp.
Na szczęście, by zarabiać, nie trzeba siedzieć we własnym sklepie.
Dobrodziejstwo internetowej sprzedaży coraz bardziej wkracza w nasze życie.
Nie tylko portale aukcyjne, ale firmowe strony internetowe są tak skonstruowane, że wyjście z domu na zakupy, staje się niekiedy bezsensowne i niepotrzebnie czasochłonne.
Szkoda mi ludzi, którzy tracą czas, czekając bezproduktywnie na klientów w wydzierżawionym lokalu, bez działań w wirtualnym świecie.
Szumne akcje uliczne, mobilizujące do robienia zakupów tj. ulotki, są mało skuteczne.
Ludzie generalnie są świadomymi konsumentami i pamiętają, że niedawno cena danego towaru była mniejsza od tej obecnie przekreślonej w ramach promocji.
Realna obniżka staje się aktem symbolicznego, bo kilku złotowego, odjęcia ceny.
Inna rzecz, że polskie przeceny nie są tak spektakularne, jak np. w USA.
Noworoczne wyprzedaże, Walentynki, Dzień Kobiet, Tłusty czwartek, Wielkanoc, I Komunia Święta, wakacje, rozpoczęcie nowego roku szkolnego, Halloween i Wszystkich Świętych, Czarny Piątek oraz Boże Narodzenie i Sylwester, nie wystarczająco nakręcają już popyt w małych sklepach.
Galerie handlowe skutecznie odbierają klientów, bo to nie tylko miejsce handlu, ale także rozrywki i alternatywnego spędzania czasu, tj.: kino, bilard, kręgielnia, kawiarnie, fitnes.
Co dziwne, w dzień powszedni pustoszeją te wielkopowierzchniowe budynki.
Nagle się okazuje, że zamiast przeciskać się w weekend w tłumie ludzi, można spokojnie przejrzeć cały asortyment sklepów.
Puste korytarze sprawiają wrażenie, jakby ludzie wyginęli lub rozchorowali się.
Nie przekłada się to jednak na wzrost obrotów handkowych w mniejszych sklepach.
Dla nich już każdy dzień to giełdowy czarny wtorek, zwłaszcza w branżach odzieżowych, sprzętu elektronicznego.
Sprzedaż internetowa, lumpeksy, lombardy, a nawet asortyment odzieżowy w marketach spożywczych, dodatkowo utrudniają życie drobnym handlowcom.
Ludzie zawsze będą szukać niższych cen. Popyt istnieje i ma się dobrze, tylko te ceny, jakieś nie stabilne. Rozrzut o 200 zł na rzecz ze sklepu, a internetowej strony, mówi sam za siebie.
Dotarcie do potencjalnych klientów leży jednak w gestii handlujących.
Póki nas konsumentów nie skończą traktować jak naiwniaków i niedouczonych matematycznie, do tego czasu nie mogą być pewni, że ktoś im zaufa i zacznie kupować droższy towar. 
Niestety naiwnych, zdesperowanych chęcią posiadania, nie brakuje, dlatego więksi gracze rynkowi wyciskają z takich osób, ostatnie pieniądze różnymi sztuczkami.

czwartek, 24 listopada 2016

48. SZARODZIEŃ I GRUDZIEŃ


Jak sobie poradzić z jesienną depresją?
Czy jest jakiś sposób, by żyć bez słońca?
Znów przykrótki dzień odbija się na naszej percepcji i samopoczuciu.
Nie jestem zwolennikiem afrykańskich upałów, ani śródziemnomorskich klimatów, ale bez promieni słońca, ciężko przeżyć kolejne tygodnie.
O ile październik cieszy kolorowymi liśćmi na drzewach, to kolejne 2 miesiące nie są aż tak łaskawe.
Na szczęście zbliża się okres bożonarodzeniowych świąt.
Już zaraz na witrynach sklepowych zagoszczą świecidełka i jakoś weselej zrobi się przynajmniej na ulicach.
Póki co, musimy zmagać się z wszechobecną szarością dnia, a na zmniejszenie negatywnych skutków jej występowania, mam kilka rad dla wszystkich:
1. Wysypiaj się. 7-8 godzinny sen działa jak wizyta w salonie odnowy biologicznej.
2. Zjedz pożywne śniadanie i nie przejadaj się w ciągu dnia zbyt obfitymi, tłustymi posiłkami oraz unikaj zbyt dużej ilości słodyczy.
3. Rusz się z domu. Szybki marsz, czy bieg, wyzwoli hormony szczęścia.
4. Nie próbuj użalać się nad sobą - to do niczego dobrego nie prowadzi.
5. Realizuj własne marzenia, zajmij się swoim hobby.
6. Najważniejsze - spędzaj czas z ludźmi, których obecność poprawia ci nastrój.
Zaufaj osobie, która już taki stan przeżyła i zastosuj przynajmniej jedną z moich rad.
Gdy chandra dokucza, trzeba przemóc się, by nie stracić tak cennego czasu, jakim jest nasze życie.
Nie skakałem nigdy z dachu, choć miałem ku temu powody, nie tylko jesienią.
Nie sięgałem również po medykamenty, ani nie zaglądałem do kieliszka.
Otrząśnięcie się nie jest prostą sprawą, lecz pamiętaj, że otoczenie ma duży wpływ na nas i ono potrafi wyrwać nas z każdego psychicznego dołka.
Nie widzimy wszystkich dróg wyjścia z zagmatwanych sytuacji, a rozmowa wiele może dopomóc w tym zakresie. 
Jeśli nie pomysłem na dalsze dni, to przynajmniej pozwoli uzewnętrznić negatywne emocje, które kumulujemy w sobie.
Dobrze jest się zatem wygadać, nawet gdy nie uzyskujemy namacalnej pomocy.
Życie jest pełne pułapek nastroju, ale trudniej będzie w nie wpaść, gdy nie zamkniemy się na ludzi.

poniedziałek, 21 listopada 2016

47. POCIĄG DO MARZEŃ


Życia nie traktuję jako zło konieczne.
Skoro pojawiłem się na nim, powinienem cieszyć się każdą okazją do jego poznawania.
Pomimo braku wolnej gotówki, warto poświęcić kilka rzeczy na realizację przemyślanych celów.
Odkładanie pieniędzy na jakikolwiek wyjazd było czasochłonne, jednak szybsza (niż zamierzona) sposobność ku temu, warta była zainteresowania.
Pobyt na szkoleniu w Poznaniu zaowocował realizacją jednego z upragnionych marzeń z dzieciństwa - zwiedzenia całego Wrocławia.
Dzięki utrzymanym znajomościom, jeszcze z czasów studenckich, mogłem sobie pozwolić na tańszy pobyt.
Zapewniony nocleg i darmowy wstęp do kilku miejsc, to przynajmniej 400 zł pozostawione w portfelu.
Z uwagi na zwrot kosztów podróży na szkolenie, zwróciło mi się ostatecznie również zakupienie biletu na trasie Poznań - Wrocław - Poznań, bo sprytnie obniżyłem koszty przejazdu.
Cena 41 zł za pociągi osobowe na całej trasie Kołobrzeg - Wrocław zadała kłam wszelkim uwagom, że podróż zawsze jest najdroższa.
Owszem, gdybym jechał pospiesznym zapłaciłbym o wiele więcej, jednak i na to znalazłem sposób, gdy planowałem kupić bilet powrotny. Zrobiłem to na miesiąc przed zamierzonym powrotem i dostałem ulgę 30%. Cena spadła z 70 zł do 49 zł.
Cała trasa, w obie strony, kosztowała mnie zatem 90 zł, które, i tak w rozliczeniu delegacji, w całości zostały pokryte.
Sama podróż do Wrocławia minęła spokojnie, z twarzą skierowaną na uciekający za oknem świat. Dzień był natomiast zaganiany: wyjazd po 3 rano z Kołobrzegu, przesiadka o 5.45 w Szczecinie Dąbiu, przyjazd do Poznania o 9.04, potem szkolenie od 10.00 do 14.30.
O 15.43 wyjazd do Rawicza, by o 17.35 wyjechać podstawionym pociągiem do Wrocławia - przyjazd o 18.25.
Zmęczony, ale szczęśliwy, kładłem się spać z nadzieją na fajnie spędzony długi weekend.
Wrocław okazał się bardzo urzekającym miastem z wieloma zabytkami i atrakcjami:
zwiedzanie zoo, oceanarium, Muzeum Czterech Kopuł, Ogród Japoński, spektakl w Teatrze Nowoczesnym, pierwszy raz w życiu zobaczyłem także Panoramę Racławicką.
Nie udało mi się odnaleźć choćby połowy (z prawie 300) krasnali, których figurki porozrzucane są po Wrocławiu. Na to potrzeba więcej niż 4 dni.
Miasto nocą to już inna bajka.
Największe wrażenie zrobił na mnie widok ze "Sky Tower" - najwyższego punktu widokowego w Polsce. Panorama Wrocławia nocą z 49 piętra to (wart obejrzenia) obraz świateł wpleciony w urbanistykę miasta.
"Dzielnica czterech wyznań" ze swymi świątyniami i zabytkowymi kamienicami, widok na Most Tumski podczas pełni Księżyca, nie pozwalały mi na zbyt szybkie zakańczanie kilkugodzinnych wycieczek po mieście, każdego dnia pobytu.
Powrót do Kołobrzegu był pełen pozytywnych wspomnień. 
Naładowane akumulatory do dalszego życia potwierdziły zasadność podjętej decyzji o tej podróży.
Refleksja nasunęła się sama, że każdego roku należy, choć raz, oderwać się od codzienności, szarości dnia.

czwartek, 17 listopada 2016

46. ZWIĄZKI BEZ CHEMII


Jadę autem, a dziewczyna zaczyna mnie irytować swoim zachowaniem i nie pozwala skupić się na jeździe.
Z każdą sekundą wzrasta we mnie gniew i chęć ucieczki.
Dziwne pretensje o rozmowę z koleżanką i zaczyna się godzinne wyzywanie od krętaczy, kłamców i zdradzających.
Żadna to przyjemność, żyć w takim związku.
Z drugiej strony, tzw. ciche dni są dla mnie jeszcze bardziej frustrujące. 
Gdy nie mam wsparcia, możliwości przytulenia się, a przede wszystkim rozmowy, z najbliższą, jak mi się zdawało, osobą, to po co wtedy męczyć się ze sobą?
Ciche dni są bezsensowne.
Stoimy w miejscu, zamiast rozwijać znajomość, bo tak naprawdę nie wiemy, w którą stronę mamy podążać.
Lepiej wykrzyczeć sobie wszystko, by zaraz potem zobaczyć, czy jest się skłonnym przepraszać za swoje zachowanie i godzić się w sypialni godzinami.
Foch to kolejny bliżej nie określony rodzaj toku myślenia, najczęściej bez znaczenia dla związku, ale robiący niezły zamęt w głowie obrażonego (obrażonej).
Co gorsze, nigdy nie dowiesz się, co było przyczyną jego powstania.
Ludzie łączą się w pary z różnych powodów.
Najczęściej jest to chcęć bycia szczęśliwym, założyć rodzinę, a niekiedy tylko dla pieniędzy, seksu, czy wygody.
Jaka przyczyna, taka powstaje z czasem relacja.
Uczucia do drugiej osoby nie da się zaplanować, gdy mamy inne cele.
Najgorzej jest, gdy na ambicjach dorosłych cierpią ich dzieci, które zupełnie nie rozumieją świata.
Jeśli czułem, że związek robił się toksyczny, a chemii między nami nie było, to rozstanie zawsze było naturalną konsekwencją.
Z kolei budowanie czegokolwiek przez szybki numerek od początku skazane było na porażkę, bo nigdy za tym nie szło większe uczucie, w myśl powiedzenia: "Miło było, ale się skończyło".
Szukanie ideału nie ma najmniejszego sensu, bo może się okazać, że to nie ta druga strona jest problemem, a my.
Zbyt wygórowane oczekiwania od innych, zbyt wyidealizowane pojęcie o związku, prowadzi do niepotrzebnych waśni.
Tylko szczera chęć bycia ze sobą, bezinteresowne uczucie, umiejętność dzielenia smutków i radości, jest w stanie ocalić przed burzą każdy okręt zwany związkiem.
No, ale... w tym cały jest ambaras, by dwoje chciało naraz.

poniedziałek, 14 listopada 2016

45. ŁOWCZE TROFEA



Bez przesady.
Przechwalanie się połączone z kłamstwem jest dobre dla dzieci.
Męskie ego niestety często pozostaje na tym poziomie rozwoju do końca życia.
Z jednej strony walczymy o lepsze życie, a zarazem podejmujemy głupie decyzje lub zachowujemy się arogancko, z wyższością, byle tylko zaimponować innym samcom.
Czy naprawdę trzeba przekraczać granice dobrego smaku?
"Złowiłem ostatnio taaaaaaką rybę", "Zarabiasz tylko 2 tysiące miesięcznie? Ja tyle wydaję na paliwo", "Ustrzeliłem niezły okaz na dyskotece, było ostro", "Ja uznaję tylko Mercedesy".
Rywalizację mamy zakodowaną w pierwotnych genach.
Lubimy mieć rację, być we wszystkich sprawach liderem, by poczuć smak zwycięstwa, władzę. Nie każdy potrafi przeciwstawić się takiej żądzy.
Patrząc na pewne osoby w moim otoczeniu, próbuję zrozumieć, czy to jest taki styl życia, czy sposób, by poczuć się ważnym?
Gwiazdorzenie nigdy mi nie imponowało. Śmieszyło mnie uganianie się za znanymi ludźmi celem uzyskania autografu.
Nawet popularne osoby ze świata celebrytów nie są w stanie mnie zachęcić do rozmowy, gdy nie reprezentują niczego mądrego.
Nie robią na mnie wrażenia faceci, którzy chwalą się swoim majątkiem, słynnymi sąsiadami, lub chcą na siłę zabłysnąć w towarzystwie dowcipem niskich lotów.
Ubaw czyimś kosztem, to najgorszy rodzaj żartów, na jaki jestem najbardziej przeczulony.
Ośmieszanie publiczne kogokolwiek, by poczuć się panem sytuacji jest jak odbieranie godności, dlatego powinno być karane.
Kobiety mają fajny sposób na takich cwaniaków, jakby miały swoisty radar.
Widziałem jak nawet najprzystojniejsi, tracili szanse u pań po kilku zdaniach, pełnych pustych frazesów.
Kobiety lubią konkrety, a nie jakieś nie sprawdzone wiadomości, nie spełnione obietnice.
Szybko zniechęcają się do dalszej, bliższej znajomości.
Nadętym pawiom pozostaje wtedy stroszyć piórka w zaciszu domowym i dalej pocieszać się wyolbrzymionymi opowieściami w gronie innych, odrzuconych.
Czy to ich czegoś uczy?
Natury wilka się nie zmieni, co najwyżej można uśpić.

czwartek, 10 listopada 2016

44. SENTYMENTALNE WSPOMNIENIE LATA


Letnią porą, gdy luna w pełni,
wpatrzony w morze, czekam na Ciebie.
Wnet nasza miłość znów się dopełni,
kiedy wtuleni będziemy w siebie.

Kroczysz powoli w moim kierunku,
tak prowokacyjnie i zniewalająco,
by już od pierwszego pocałunku,
zrobiło się miło i tak gorąco.

Moje intencje łatwo zgadniesz
wśród dziesiątek czułych słów.
Zrobię wszystko czego pragniesz,
by rozpalić Ciebie znów.

Chcę odpłynąć dzisiaj z Tobą.
Chcę Ci oddać to, co moje.
Wiem, że dobrze nam ze sobą.
Wiem, że dobrze nam we dwoje.

Choć czas jak kamfora ulotny,
podążam za przeznaczeniem,
gdyż z Tobą nie czuję się samotny
- jesteś mych marzeń spełnieniem.

Niebo rozjaśnia pierwsza gwiazda,
więc pojedźmy gdzieś teraz, wieczorem.
To będzie szalona jazda,
lecz nie autem, nie motorem.

Zatem dotykam ponownie Twych warg
i kładę Cię ochoczo na piasku.
Choć niedaleko jest nadmorski park,
Ty chcesz się kochać przy księżyca blasku.

Obnażam Twe ciało i pieszczę je ustami,
a Ty unosisz się z podniecenia.
Osaczasz mnie swymi udami,
nie dając chwili wytchnienia.

Dla większej frajdy istnieje potrzeba,
by spleść rękoma kobiece ciało.
Ruszamy spod gwiaździstego nieba,
by życie ponownie smaku nabrało.

 Połączeni, stajemy się jednością.
Zaślepieni emocjami nie kontrolujemy się,
a nasze tempo współgra z przyjemnością.
Uwielbiam rozpalać Cię.

Płyniemy znanym szlakiem,
mijamy czas, by trwało to wiecznie.
Pędzimy coraz szybciej z każdym buziakiem.
Nie zatrzymujemy się - zbyt niebezpiecznie.

Rozbijające się o brzeg fale,
nie zagłuszają oznak rozkoszy,
bo w miłosnym szale
zapominasz się - zdradzają to Twe oczy.

 Chciałbym zatrzymać tę chwilę w obrazie,
gdy jesteś tak całkowicie mi oddana.
Wijesz się jak wąż, będąc w ekstazie,
setkami pocałunków obdarowana.

Nocna orgia dobiega szczytu
w bezwarunkowym odruchu uniesienia.
Pobyt na plaży, aż do switu,
spełnia kolejne nasze marzenia.

Wsłuchani w szum morza o brzasku,
kończymy szampana i odchodzimy.
Zostają po nas tylko ślady na piasku
i nadzieja, że kiedyś tutaj wrócimy.  

poniedziałek, 7 listopada 2016

43. SELFIE NA FACJATA-BUKU


Podobno nie istnieję, bo nie ma mnie na pewnym portalu społecznościowym.
Ogólnie mam się dobrze, zatem wszelkie pogłoski o moim niebycie są mocno przesadzone.
Dawno, dawno temu miałem tam założone konto, lecz szybko je usunąłem.
Uważam, iż są inne, fajniejsze, miejsca w internecie, gdzie można w bardziej kameralny sposób pokazać to, co chcemy.
Najbardziej zaskakuje mnie poziom, jaki prezentują niektórzy użytkownicy.
Gdy przeglądam stare albumy z dzieciństwa i czasów szkolnych, nawet liceum, dziękuję Bogu, że nie było wtedy jeszcze internetu.
Spaliłbym się chyba ze wstydu, widząc swoje fotki, czy jakieś nagrania z tamtych czasów, na komputerze.
Sweterki z minionej epoki, fryzurka nie wyszukana - to z sentymentem się wspomina, ale nie koniecznie chcę się chwalić takim wyglądem.
Błędy młodości się wybacza, ale w internecie nic nie zginie, a ludzie teraz bardzo chętnie ujawniają, co w danej chwili robili, gdzie byli, co jedli, jakiej muzyki słuchali itp.
Obecny styl życia wcale nie jest bardziej atrakcyjniejszy od tego z lat osiemdziesiątych XX wieku. Żenujący poziom wielu zdjęć i wpisów tylko to potwierdza.
Uwiecznianie swego życia w formie pamiętnika ma swoje źródło w formie pisanej.
Nic dziwnego, że tworzenie go w formie elektronicznej (jako napisanej na komputerze) pojawiło się już z chwilą zaistnienia komputerów na rynku.
Obawę budzi jednak to, o czym się pisze.
Jeśli atrakcyjnym wpisem ma być informacja o tym, co kto je w danej chwili lub jak potrafi siebie oszpecić nastolatka zbyt prowokacyjnym ubiorem i makijażem, to współczuję takim osobom.
Wszechobecna bylejakoś zupełnie nie pasuje do tak innowacyjnego wynalazku jakim jest internet.
Na szczęście zawsze można czyjeś wpisy podsumować stwierdzeniem: "Nie lubię tego".
Niestety każdy kij ma dwa końce i trzeba się liczyć z tym, by nie skończyło się to wyrzucenem z grona znajomych.
I na to znaleziono już sposób. Należy zrobić fotkę, jak smutno ci z tego powodu, a od razu wzrośnie oglądalność na stronie internetowej i przysposobi ci innych przyjaciół, do których można wysyłać swoje fotki.
Idea łączenia ludzi niestety nie udała się do końca.
Niby jesteśmy bardzo blisko siebie za pośrednictwem np. video rozmów, a tak na serio, to zamykamy się emocjonalnie.
Pokazując na pocieszenie jakieś szalone zdjęcia, ludzie mają tylko jeden  cel - ukryć prawdę o samotnym, nie zawsze udanym, życiu.
Chcą być postrzegani za super, "cool" itp., by ukryć swoje kompleksy.
Tylko czy warto?

piątek, 4 listopada 2016

42. MOJA POKUTA


Będę smażył się w piekle - już tam na mnie czekają.
Wyląduję na madejowym łożu lub na innym meblu do tortur, np. fotelu dentystycznym.
Nic mnie nie uratuje z opresji.
Wszystko przez jeden niewinny grzech... podjadania słodyczy.
Ile to razy próbowałem zerwać z nałogiem, lecz każda okazja, by przerwać błędne koło, kończyła się niepowodzeniem.
Gdyby nie dziesiątki kilometrów przechodzonych podczas roznoszenia listów, moja waga zapewne byłaby o wiele większa.
Postanowiłem jeszcze raz radykalnie zmierzyć się z tą słabością.

Torty, ciastka i precelki,
wafle, pączki oraz żelki!
To zaklęcie rzucam na was,
byście dziś zniknęły zaraz.

Żadna magia tu jednak nie zadziałała, bo nie mam silnej woli.
Potrzebna była bardziej skuteczna metoda.
Znalazłem najpierw taką cechę w sobie, która jest bardzo konserwatywna - nie akceptuję wszelkiego marnotrawstwa (czasu, pieniędzy, żywności itp.)
Na bazie tego opracowałem przebiegły plan oszukania siebie samego, który stosuję cały czas.
Zacząłem wychodzić na bardzo długie spacery (szybkim krokiem) plażą.
Takie ćwiczenie spala zbędne kalorie i jest bardzo męczące. 
Po powrocie do domu jedyne, na co ma się ochotę, to szybki prysznic i odpoczynek.
Po pewnym czasie dochodzi do mnie potrzeba konsumpcji.
Akurat wtedy, uaktywnia się we mnie myśl, iż tyle czasu i energii poświęciłem na zrzucenie kilku dekagramów z wagi ciała, że szkoda zaprzepaścić to nawet jednym kęsem czegoś nieodpowiedniego.
Moja strategia przynosi zawsze efekt.
Ma tylko jedną wadę - trzeba zmusić się do codzinnej aktywności fizycznej.
Najczęściej też nie ma się po prostu czasu, w ciągu dnia.
Niejednokrotnie także aura zniechęca do wyjścia z domu.
I na to znalazłem sposób.
Na podstawie tej samej metody, zapisałem się na siłownię.
Opłacać coś, na co się nie chodzi, to by było przecież jawne marnotrawstwo.
Przy okazji pozbycia się głodu cukrowego, poprawiam własną figurę.
To, z kolei, wpływa też na lepsze samopoczucie, akceptację samego siebie i wzmacnia charakter.
Osiągnięcie takich stanów emocjonalnych, korzystnie oddziaływuje przy realizacji własnych zamierzeń.
Nic zatem dziwnego, że z rozwagą spożywam teraz wszystkie ponadprogramowe kalorie.

wtorek, 1 listopada 2016

41. IN MEMORIAM


Gdy matka poświęca swoje życie, byś zaistniał na świecie, to kim jest w twoich oczach, jak nie jedyną osobą, która bezinteresownie cię kochała?
Gdy dziadkowie przygarniają cię, broniąc w sądzie od oddania w obce ręce, to kim że są,  jak nie wspaniałymi ludźmi?
Gdy ojciec chce przekazać własne dzieci do Domu Dziecka, myśląc tylko o snobistycznej ucieczce od rodzicielstwa, wiążąc się jednocześnie z inną kobietą, to jakim prawem, wymaga później szacunku, nawet po śmierci?
Zamyślony, siedzę wpatrzony na grób najbliższych osób, zadając sobie pytania o sens mojego życia.
To od zawsze było miejsce, w którym ujawniałem swą słabość, szczególnie w okresie dojrzewania.
Pytania retoryczne na cmentarzu, doprowadzały najczęściej do ujścia emocji.
Niejedna łza uderzała o kant nagrobka, gdy szukałem odpowiedzi na to, jak dalej żyć.
Niby wszystko miałem pod kontrolą, moja edukacja rozwijała się prawidłowo.
Niestety brak wsparcia rodziców sprawił, że szedłem przez życie, jak dziecko we mgle, targany emocjami.
Burzliwy czas minął. Zacząłem pracować, ale przyszły trudne dni.
One, jednak, to pestka w porównaniu z tym, co przez lata dusiłem w sobie. 
Teraz na spokojnie mogę dziękować za wszystko, co było mi od nich dane, a zwłaszcza za to, że jestem.
Mimo niesprzyjających warunków, wyrosłem na, w miarę poukładanego, człowieka. 
Dziękuję zawsze za tę sposobność bycia odrobinę szczęśliwym, w miłości, przyjaźni, samorealizacji i innych sferach poznawania świata.
Odkąd uzmysłowiłem sobie, że moje zaistnienie było przyczyną pogorszenia się matczynego zdrowia, staram się żyć odpowiedzialnie, by tego życia nie zaprzepaścić.
Chciałbym wierzyć, że po mojej śmierci, będę mógł pierwszy raz porozmawiać z mamą i zapewnić ją, że jej poświęcenie nie poszło na marne.

niedziela, 30 października 2016

40. ZACOFANY W TERAŹNIEJSZOŚCI


Nieprzewidywalność świata potrafi zaskoczyć. 
Trzeba być, przy tym, bardzo zakręconym, by wyjść z domu, do oddalonego o kilka kroków kościoła, na godzinę 12.00 i być na mszy tylko ostatnie 5 minut. 
Jest to możliwe, oczywiście, przez przesuwanie wskazówek zegara o godzinę do przodu, przy zmianie czasu na letni.
Taka niepotrzebna (moim zdaniem), dwa razy w roku, zabawa z czasem, namieszała mi kiedyś w życiu.
Jesienny, niedzielny poranek.
Słońce schowane za chmurami, deszcz zaczyna padać, a ja pełen sił, po porannych obowiązkach, wyruszyłem na spotkanie z przyjaciółką.
Miałem czekać na nią przy nadmorskiej kawiarence. 
Schowany za kapturem kurtki wyczekiwałem jej nadejścia.
Było już 5 minut po umówionym czasie, ale znając kobiece spóźnienia, czekałem dalej cierpliwie. 
Zresztą nie mogłem zadzwonić do niej, bo wtedy jeszcze nie było ogólnodostępnych telefonów komórkowych. 
Mijały już 3 kwadranse, a ja nadal mokłem, wypatrując nadejścia oczekiwanej osoby.
Nieświadomy, że w nocy trzeba było cofnąć o godzinę wskazówki zegara, denerwowałem się niespodziewaną absencją.
10 minut przed rzeczywistym momentem randki opuściłem, zrezygnowany, miejsce porażki. 
Szybko sobie wmówiłem, że mnie wystawiła, że nie jestem dla niej na tyle ważny, by wszystko rzuciła i przyszła.
Jak zbity pies odszedłem inną trasą, nie dając sobie (niestety) szansy na spotkanie się wpół drogi.
Gdy wróciłem do domu, krzątałem się bezsensownie po mieszkaniu, szukając wytłumaczenia.
Myśl, że może coś się ważnego stało, wygrała z moim pesymizmem.
Postanowiłem pójść do jej domu.
Wciskając dzwonek u drzwi zastanawiałem się, co powiem.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy w progu stanęła jej mama, mówiąc, że córka wyszła na spotkanie ze mną. 
Reszta zdarzeń była do przewidzenia - wyprostowanie sprawy, nowe kwiaty, proszenie o wyrozumiałość itp.
Na szczęście przeprosiny zostały przyjęte, a randka, choć w innym terminie, doszła do skutku.

piątek, 28 października 2016

39. POWRÓT NA STARE ŚMIECI



Są miejsca, do których wracamy z konieczności.
Czasem jest to gabinet dentystyczny, niekiedy szpital.
Akurat moim przekleństwem, stało się porzucone mieszkanie na wsi.
Przez ponad 30 lat było ono moim azylem, ostoją, na każde trudne chwile.
Z czasem, miałem coraz mniej powodów, by tam dalej żyć.
Pewnie już bym tam wcale nie jeździł, gdyby nie groby bliskich i moje pozostawione, drobne rzeczy i meble.
Sama moja obecność na wsi, powoduje nieuzasadnione wyobcowanie.
Nie czuję się już jej mieszkańcem i nie utożsamiam się z lokalną społecznością.
Co prawda, mam tam bardzo wielu znajomych, jednak to już są nie te same relacje, co kiedyś.
Nawet wywieszona klepsydra o śmierci znanej mi osoby, nie zrobiła na mnie większego znaczenia. Zdałem sobie tylko sprawę z tego, że pewne historie już się zakończyły i nie ma powrotu do beztroskich, dziecięcych lat.
Elewacja mojego domu od razu zdradzała sekrety wnętrza. 
Odpadający tynk, mokre plamy na murze, nie kryły niczego pozytywnego.
Mojemu wejściu do pomieszczeń towarzyszyła wszechobecna wilgoć.
Po zaglądnięciu do pokoju, zalewanego z powodu dziury w dachu, ukazał się moim oczom obraz nędzy i rozpaczy, od którego kiedyś uciekłem, by się odrodzić. 
Uświadomiłem sobie, w jakich warunkach musiałem mieszkać, gdy dosięgałem dna.
Zbyt dużo było tu niepotrzebnych łez, stresów i samotności.
Nie tęsknię za tym miejscem, choćby w myślach, choć nieraz, podczas roznoszenia listów po mieszkaniach w mieście, widzę podobne do mojego mieszkania, lokale w blokach.
Aż dziw bierze, jak można w wielopiętrowych, cywilizowanych obszarach życia, tak zapuścić, zawilgocić, aż do widocznego grzyba na ścianie, własne cztery kąty.
Wydaje się, że mieszkanie w mieście do czegoś zobowiązuje.
Patrząc na swoją przeszłość, mogę w części usprawiedliwić tych ludzi.
Sam wiem, ile kosztowała mnie samotność.
Duszą domu są jego mieszkańcy, a gdy dziadkowie już umarli, faktycznie, moje 75-metrowe lokum straciło tożsamość.
Remonty miały wszystko zmienić.
Nawet udało mi się osiągnąć, swego czasu, wizualną poprawę wystroju pomieszczeń, ale życiowe perturbacje całkowicie odmieniły sytuację.
"Tam dom twój, gdzie serce twoje", tylko że moje serce jest po życiowym zawale, i nie pozwolę, by jedna z przyczyn mojego załamania się, ponownie gnębiła mnie.
Żyję już w zupełnie innym miejscu, ciesząc się z tej sposobności.
A to miejsce, no cóż. Ostre cięcie jest nieuniknione. Nawet kosztem utraty jego własności.

wtorek, 25 października 2016

38. ŻYCIE JAK FILM


Irracjonalny świat przytłacza mnie od "2012" roku.
Niby w nim żyję, ale nie mogę zaznać spokoju, jak "Ptaszek na uwięzi".
Nieskończenie poukładane, jałowe dni, są jak "Klątwa".
Ten codzienny "Dzień świra", przeplata się z chwilowymi atrakcjami o mniejszym rozmiarze niż "Kac (w) Vegas".
Mój "Upadek" był chwilowy, więc cieszę się z każdego dnia, choć to ciągle "Gra o tron".
Jak "Gladiator" walczę o lepsze dni, grając czasem "Vabank".
Nie straszny mi "Gniew oceanu" uczuć, czy "Rój" problemów.
Niektórzy myślą, że ta moja "Zapowiedź" działań, to jedynie wyimaginowana "Teoria spisku", którą próbuję usprawiedliwiać swe plany.
Takim ludziom proponuję zobaczyć, jak wpatrywanie się w "Mikrokosmos" uspokaja, jak "Magnolia" zmienia wrażliwość człowieka.
 "Życie jest piękne" ! "Uwierz w ducha" optymizmu !
Trzeba określić swoich "7 życzeń" i spełniać je samemu "Bez litości".
Zrób to dziś, bo "Pojutrze" będzie za późno na to, albo zbyt kosztowne to będą "Manewry miłosne".
Poza tym "Wyścig szczurów" za bardzo absorbuje, a "Ziemia obiecana" nie będzie osiągalna "Za kilka dolarów więcej".
Nie licz na "Zezowate szczęście", czy "Przypadek", bo każde "Zdarzenie" to "Reakcja łańcuchowa".
Działaj skutecznie jak "Plotka" i nie poddawaj mych rad w "Wątpliwość".
Pamiętaj, że choćbyś był "Szybki jak błyskawica" i wygrał "Wyścig z czasem", to nie jest możliwe, by "Oszukać przeznaczenie".
Jeśli gdzieś to zapisano, to i tak będziesz usilnie "Ściągany" z piedestału.
Zawistne osoby są "Gotowe na wszystko", nawet na "Igraszki z diabłem", byle tylko zaszkodzić.
"Człowiek z żelaza" nie jest - ma swoje słabości, ale trzeba użyć swój "6 zmysł" i wyczuć, kiedy może nadejść "Turbulencja".
Niech Ci sprzyja los "W pogoni za szczęściem".
Powodzenia.

P.S. Wszystkie filmy polecam obejrzeć.

niedziela, 23 października 2016

37. DORADCY Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ


Gdybym nie słuchał własnego przeczucia i sumienia, zapewne dużo trudniej byłoby mi w życiu. Czasami nie warto płynąć z prądem, tak jak śmieci.
Jeśli mnie nie stać na coś, to na siłę nie będę tego kupował, byle tylko żyć w podobnym stylu, jak inni.
Jeśli ktoś mówi mi nie przychylnie o drugiej osobie, staram się najpierw zweryfikować taki pogląd, niż wierzyć komuś na słowo.
To, że ktoś jest mało rozmowny, może być wynikiem tego, że nie toleruje właśnie oczerniającej ją osoby. Nic zatem dziwnego, że przez takich doradców, nie będzie dobrze postrzegana.
Wielu potrafi tylko negować, wytykać czyjeś błędy, ale na siebie nie potrafią spojrzeć krytycznym wzrokiem.
Najlepsze jest to, że gdy ich rady nie przynoszą zamierzonego efektu, nagle umywają od tego ręce.
Nie biorą, nawet w części, odpowiedzialności za zaistniałą sytuację.
Co gorsze, pójdą i obgadają nas za plecami, pomijając oczywiście swój doradczy udział w zdarzeniu.
Podporządkowywać sobie ludzi to oni potrafią, tak, jak głosić jedyną słuszną rację.
Musimy być świadomi, iż nie zawsze to, co mówią inni, będzie dobre dla nas.
Jak to się mówi: "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".
Znam pewną anegdotę w tym temacie.
Pewien podróżnik chciał przejechać swoim autem przez małą rzeczkę.
Nie był jednak pewien, czy nie jest zbyt głęboka.
Zauważył, że tuż obok, na ulicy, policjant kieruje ruchem. Podszedł zatem do niego i zapytał o możliwość przejazdu.
"Śmiało, tam jest płyciutko" - odpowiedział policjant.
Samochód wjechał w nurt rzeki, po czym od razu zaczął nabierać wody.
Refleks kierowcy uratował go od utonięcia. Wyskoczył z wody, wczołgał się na brzeg i z wściekłością w oczach skierował się, do funkcjonariusza, z pretensjami.
A ten, z rozbrajającą szczerością i zdziwieniem, odparł kierowcy: "Tu naprawdę jest płytko, bo kaczuszkom woda sięga jedynie po brzuszki".

czwartek, 20 października 2016

36. RENDEZ-VOUS AU BORD DE LA MER


Chcę poczuć dziś przypływ fali,
siedząc, czekając na Ciebie,
i patrząc, jak gdzieś w oddali,
statki dryfują po niebie.

Chcę się odprężyć przy Tobie,
rozmawiając o przyszłości.
Chcę sprawić, nie tylko sobie,
spotkaniem, wiele radości.

Krążące mewy nade mną
oznajmiają, że zbliżasz się.
Staje się rzeczą przyjemną
chwila, w której zobaczę Cię.

Z rozwianym włosem na wietrze
idziesz, z promiennym uśmiechem.
Już czuję Twoje powietrze
niesione nadmorskim echem.

Bukiet róż jest mym wyznaniem,
Twój pocałunek - wdzięcznością. 
Cieszę się, że tym spotkaniem
napełniamy się czułością.

Ulepszamy swoje życie,
zaczynając od początku.
A co wymarzone w skrycie,
dokładamy do porządku.

Odnalazłem sens istnienia
i znalazłem miejsce swoje
w hierarchii szczęśliwych ludzi,
dzieląc swe szczęście na dwoje.

 Łączymy się z żywiołami,
brzegiem morza spacerując.
I choć nie jesteśmy sami,
dziękuję Ci, ... Cię całując.

Ta zażyłość miała skutki,
jakże szybko ujawnione.
Oto sygnał mej pobudki
sprawił, że sny zakończone.

wtorek, 18 października 2016

35. AUTOSTOP


Trudno zliczyć, ile to razy wbiegałem zziajany na przystanek.
Łapiąc oddech, bezradnie obserwowałem odjeżdżający pociąg, autobus, czy tramwaj.
Dojazd z podmiejskiej miejscowości oddalonej 12 km od Kołobrzegu, potrafił sprawić wiele kłopotów, szczególnie w dni wolne od pracy, w okresie zimowym, lub gdy po prostu za długo zbierałem się do wyjścia.
Podziwiałem zawsze moje siostry - mistrzynie w wychodzeniu z domu, bo zawsze przychodziły na przystanek w ostatniej chwili, bez straty sekundy na czekanie, na przyjazd autobusu.
Póki chciałem jedynie dojechać w danej chwili do miasta, nie miało dla mnie większego znaczenia, czy wyjadę teraz, czy za 45 minut.
Gorzej, gdy wyjeżdżałem gdzieś w Polskę i miałem już bilet na dalekobieżny pociąg z Kołobrzegu.
Na szczęście ludzie często się zatrzymywali.
Z czasem jednak o okazję, było coraz trudniej - albo strach przed nieznajomym, albo złe doświadczenia. Tego nie byłem świadomy, póki sam nie kupiłem (kilka lat później) auta.
Łapałem się różnych sposobów, by przekonać jakiegoś miłosiernego kierowcę.
Najpewniejszym był zawsze wariant z koleżanką.
Ja chowałem się za przystankiem, a ona machała ręką na znak, że chce złapać tzw. okazję.
Gdy auto skręcało już do zatoki autobusowej, wtedy pojawiałem się, podziwiając nie jednokrotnie zawiedzioną minę kierowcy.
Oczywiście ten sposób był uzależniony od obecności płci pięknej, ale w czasach, gdy nie było prywatnych busów, wiele osób korzystało z jazdy autostopem.
Innym sposobem był elegancki strój, który jakby sam przemawiał, że spieszę się na ważne wydarzenie.
Pomijam już samoczynne zatrzymywania się aut podczas ekstremalnych warunkach pogodowych,  np. deszczu, gdy mimo opadów szedłem poboczem. Wówczas kierowcy byli bardzo zatroskani o moje zdrowie.
Ludzie, którzy mnie zabierali ze sobą, to byli najczęściej bardzo otwarci towarzysze podróży. Mimo różnicy wieku, zainteresowań, nigdy nie brakowało tematu do rozmów.
Mieszkając w mieście nie korzystam już z autostopu, jednak bardzo bym chciał jeszcze kiedyś skorzystać z tej formy podróży, lecz może na kilkugodzinnej trasie.
Moja najdłuższa trasa przejechana autostopem to tylko 43 km (odcinek Kołobrzeg - Koszalin), a przecież jest tyle tematów do przegadania.

niedziela, 16 października 2016

34. SZALONE NOCE


Sobotnia noc. Idziemy w miasto.
Światła aut rwą czarną przestrzeń nad nami.
Wataha macho-wilków na tropie nowych zdobyczy.
Czasy liceum i studenckie życie sprzyjały zawsze dobrej zabawie w weekendy.
Uliczne wyprawy pełne śmiechu, promili i beztroski lub wielogodzinne spotkania w klubach, dyskotekach.
Przy pomocy kilku godzin przetańczonych z dziewczyną na parkiecie, dążyło się do jednego celu - ukrytych spotkań we dwoje w jej pokoju, w akademiku.
Przemycanie mnie przez recepcję, jak w "Kogel-mogel", też miało swój urok.
To wszystko składało się na chwile, które zapamiętuje się na całe życie.
Najbardziej utkwił w mej pamięci, szalony czas poznawania nowych ludzi i wyjazdów do innych, większych miast, przy okazji zmiany kalendarza na nowy.
Sylwestrowe zabawy w gronie nowo poznanych ludzi, kończyły się porannym pasmem żartów i wspomnień minionej nocy.
Przypominanie sobie na drugi dzień, kto i jak się zachowywał, i co mówił, od razu wprowadzało wesoły nastrój.
Potem następował noworoczny spacer po zaspanym Szczecinie, Poznaniu czy Gdańsku.
Podobnie było w letni czas.
Wakacyjne, nocne eskapady z przyjaciółmi, by spędzić czas na dyskotece, a później na plaży, czasem aż do poranka.
Zajmowanie koszy plażowych, łączenie ich ze sobą tak, by nikt nie widział co w środku się dzieje.
Na koniec, odprowadzanie dziewczyn do domu, czy na kwaterę.
Ostatnie chwile na szaleństwo młodości to ważny czas w życiu każdego człowieka.
Refleksje po zerwanych związkach, i nauka życia, pozwoliły zrozumieć mi ten zakręcony świat.
Bezkarne skakanie z kwiatka na kwiatek kończy się z chwilą odnalezienia prawdziwej miłości lub, co gorsze, nie planowaną ciążą partnerki.
Ani jedno, ani drugie nie było mi dane, ale życie samo nauczyło mnie pokory.
To, co minęło, nie powróci, ale nie raz wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

piątek, 14 października 2016

33. PIĄTECZEK, PIĄTUNIUNIO


Na szczęście jeszcze nie pracowałem, kiedy do pracy w biurze chodziło się w soboty.
Nie miałem też (wątpliwej) przyjemności pracować w pokoju pełnym papierosowego dymu, co kiedyś było normą.
Wraz z obecnością komputerów i urządzeń typu kserokopiarki, usprawniono techniczną pracę. To pozwoliło jednocześnie korzystać z dobrodziejstw internetu, także do celów prywatnych.
Wydaje się, zatem, że ostatnie lata są jakby korzystniejsze dla pracowników.
Nic mylnego.
Okazuje się, iż wiele osób wyczekuje nadal weekendu już w poniedziałek, i nie są to leserzy, a nieszczęśliwi, niejednokrotnie, ludzie.
Wyścig szczurów w korporacjach, faworyzowanie współpracownika przez przełożonego np. przy podziale obowiązków lub nagród, czy też po prostu międzyludzkie kłótnie, potrafią pracowników wyprowadzić nieraz z równowagi, sprowadzić motywację do parteru, a nawet wywołać wypalenie zawodowe.
Tak było w moim przypadku.
Jedna nie przemyślana (a może umyślna) decyzja przełożonego, doprowadziła do traumatycznych przeżyć, które ciągnęły się przez 9 lat w sądzie.
Usuwanie towaru nielegalnie handlującym, z terenu miejskiego, wywołało niespodziewaną reakcję tych ludzi.
Krzyki, szarpanina z ochroną, to był początek.
Potem zeznania na Policji i wieloletnie spotkania w sądzie, że niby ukradziono i zniszczono im towar.
Finał batalii sądowej był dla mnie korzystny i mogłem spać spokojnie, ale obecności w sądzie oraz wysłuchiwania werbalnych wyzwisk i kłamstw pod moim adresem, nie zapomnę nigdy.
Jeśli chodzi o samą pracę, to tamten czas pamiętam, jak przez mgłę.
Nie miałem żadnej motywacji do dalszych działań kontrolnych, do jakich zostałem przerzucony. Wyczekiwałem każdego piątku, jak wybawienia.
Na domiar złego, wówczas wpadłem w pętlę kredytową - po części z winy zaistniałej sytuacji z sądem. Nie umiałem wtedy racjonalnie myśleć o życiu.
Dopiero powrót do moich dotychczasowych obowiązków, stricte rachunkowych, przywrócił mi powoli siły do dalszej pracy.
Uważam, że każdy powinien robić to, na czym się zna najlepiej.
Szkoda tylko, że przełożeni nie potrafią tego dostrzec i uszanować.
Koleżeńskie, albo partyjne, układy zbyt często deprecjonują predyspozycje innych.
Niesprawiedliwość i ignorancja wobec ludzi, którzy nie zamierzają nigdy się przymilać szefostwu, to już smutna codzienność w pracy.
Niestety, głową muru się nie przebije i trzeba próbować z tą świadomością żyć.
Robić swoje, aż może ktoś, kiedyś, doceni naszą pracę.
Ale nic to.
Grunt, że znowu mamy piąteczek.

środa, 12 października 2016

32. JAKIM BYĆ ?


Miałem kilka możliwości szybszego wyjścia z długów.
Niektóre z nich były podejrzanie proste, jak kredyt prywatny na spłatę wszystkich zaległości.
Nauczony i przeczulony nie brałem takiej sposobności pod uwagę, gdyż wydawała się zbyt atrakcyjna.
Z czasem okazywało się, że jeśli ktoś najpierw chce od ciebie pieniądze, może to być, z dużym prawdopodobieństwem, jakieś szachrajstwo, a nawet działalność przestępcza.
Śledzenie medialnych doniesień na pewno obroniło mnie przez takimi praktykami.
Gdybym był inny, pewnie kusiły by mnie gry hazardowe za większe stawki.
Widziałem ludzi, którzy kupowali codziennie (!) całymi garściami losy lub kupony totolotka, na gonitwy koni i psów.
Na szczęście moja wiedza na temat rachunku prawdopodobieństwa nigdy nie obróciła się przeciwko mnie i nawet, gdy zacząłem mieć problemy z kredytami, potrafiłem odpowiedzialnie podejść do (odejść od) tego tematu.
Dopalacze i narkotyki to już w ogóle nie moja liga.
Współczuję wszystkim rodzinom, skazanych na cierpienia przez ich (jak wynika ze statystyk kryminalnych) synów, czy mężów, którzy są ukrywającymi się dilerami dopalaczy, narkotyków.
Ogólnie, trzeba nie mieć kręgosłupa moralnego, lub sumienia,  by okłamywać najbliższych, tylko po to, by poczuć zapach pieniędzy. Nawet największa desperacja w tym temacie, nie usprawiedliwia kłamstwa.
Mówi się, że jeśli chcesz mieć miękkie serce, musisz mieć twardą .... .
Ja bym jednak polemizował z takim stwierdzeniem.
Ktoś mi kiedyś pomógł, nie jeden raz w życiu. Potem ja mogłem odpłacić podobnie innym osobom.
Gdy byłem bliski załamaniu, po utracie płynności finansowej, znów ktoś wyciągnął do mnie obronną rękę.
Jestem zdania, że najważniejsze to być sobą.
Nie udawać, nie kręcić, bo skoro wiem, że potrafię być dobry dla innych, to kiedyś to dobro do mnie wróci.
Szacunek do ludzi, oczywiście zasługujących na to, tworzy niewidzialny łańcuch ludzkich serc.
Możesz nie grzeszyć urodą, mieć kompleksy, nie mieć pracy, stracić wiarę we własne siły, ale gdy ludzie będą w tobie wiedzieć dobro, z pewnością nie zostawią cię na pastwę losu.
Jedyne co nas ogranicza, by wyjść do ludzi, to uczucie wstydu.
Zapewniam każdego, że jeśli wiesz, że dana osoba może ci w czymś pomoc, a masz szczere intencje, zaufaj swojej intuicji.
Dobro zawsze zwycięży - i nie mam tu wcale na myśli odniesienia do religii.
Po prostu trzeba być czujnym, ale ufać ludzkiej dobroci.

poniedziałek, 10 października 2016

31. ŻYCIE NA 41 POZIOMIE



Dobrze jest przeanalizować strategię działania, bo mamy tylko jedno życie, wiadomo.
To inaczej niż w jakiejkolwiek grze, gdzie możemy popełniać błędy.
Zainteresowanie grami strategicznymi, takimi jak szachy, warcaby, sudoku, czy gry komputerowe, to nie tylko fajna zabawa, ale kształcenie umiejętności matematycznych, w tym logiki.
Na komputerach Atari, Commodore, IBM godzinami trwoniło się czas w dzieciństwie.
Absorbowały mnie głównie gry platformowe z bardzo dużą ilością poziomów trudności.
Z biegiem lat zmieniły się zarówno komputery, jak i moje podejście do gier.
Czas zabaw minął,  lecz umiejętności pozostały.
Gdy chodzi o codzienność, umiejętność przewidywania zdarzeń, refleks, przypisuję właśnie minionemu wiekowi.
Pamiętam,  gdy sam tworzyłem gry planszowe na dużych kartkach... i sam w nie grałem.
Kalkulowałem, jak ułożyć pola, by gra miała wiele nieprzewidywalnych możliwości poruszania się.
Podobnie było (i jest) w mym dorosłym życiu.
Analizowanie bieżących zdarzeń, podejmowanych kroków i decyzji życiowych, uwarunkowane jest głównie strategicznymi efektami.
Wszystkie "za" i "przeciw" należy dokłanie rozważyć.
Życie uczy pokory, a tych samych błędów już dwa razy się nie powtarza.
Raz wybrana zła droga, zostaje wymazana z mojej nawigacji w głowie.
Własne cele są priorytetem w działaniu,  dlatego uparcie, choć małymi krokami, dążę do ich osiągnięcia.
Nie wiem, na którym poziomie zakończy się moja wędrówka.
Nie wiem także, czy uda się wszystko zrealizować.
Najważniejsze w tym wszystkim jest chyba i tak to, by na końcu zobaczyć, że cała ta wyprawa miała sens.

sobota, 8 października 2016

30. PYRRUSOWE ZWYCIĘSTWO



Gdy opadł bitewny kurz, gdy nabrałem sił, wypoczęty po wakacjach, zasiadłem, by zweryfikować zadłużenie na swojej "czarnej liście".
Z 15 spraw, które miałem do załatwienia, pozostało mi 9.
Dodatkowo, jedną z nich i tak spłacałem bez postępowania egzekucyjnego (uzgodnione wpłaty na podstawie podpisanej ugody).
Radość była mieszana, gdy okazało się, że kwota całej zaległości znacznie wzrosła.
Jak to możliwe?
Wszczęcia egzekucji przy ostatnich już sprawach, odsetki ciągle rosnące oraz rozszerzenie jednej egzekucji o koszty zastępstwa procesowego, powiększyły zaległości o 15.000 zł.
Tym samym, z kwoty pierwotnej 120.000 zł, zrobiło się około 135.000 zł, pomimo spłacania zaległości już od 5 lat.
Chciałem widzieć pozytywne strony tej sytuacji, zatem pocieszałem się zmniejszoną (zdecydowanie) ilością wierzycieli.
Kurcząca się lista spraw wyglądała przecież miło dla oczu.
W sumie też lepiej mieć docelowo jednego wierzyciela ze 135.000 zł długu i jedną opłatą komorniczą,  niż kilkunastu, z tylu samymi opłatami.
Pomyślałem zresztą, że mając jednego, łatwiej mi będzie w przyszłości przejść na spłatę poza komornikiem (ugodą).
Do tego akurat, prowadziła jeszcze daleka droga.
Trzeba było dalej zakasać rękawy i dążyć do podniesienia poziomu swojego życia, bez oglądania się na innych.
To moje życie i nikt przecież za mnie go nie przeżyje.
Musiałem sam konsekwentnie próbować powstać z kolan, a że trwało to już dość długo... no cóż,  nie od razu Rzym zbudowano.

czwartek, 6 października 2016

29. WRESZCIE Z GÓRKI



Widoki na najbliższą przyszłość stały się wyraźniejsze.
W pewnym momencie zacząłem generować zyski z roznoszenia listów zimą i spłata najmniejszych zaległości rozpoczęła się z przytupem.
Zaczęły przychodzić od komornika nowe pisma, ale jakże miłe - umorzenia postępowań egzekucyjnych z powodu ściągnięcia całych zaległych kwot.
Dodatkowe środki z "trzynastki" zasiliły mój portfel, a pierwsze wiosenne dni przyniosły wiele słońca i ciepła. 
Nagle poczułem odprężenie, jakby część ciężaru zniknęła.
Zacząłem normalniej żyć, stać mnie było na zdrowe zakupy i kontrolować wydatki.
Koło fortuny odwróciło się na moją korzyść, choć wiedziałem, że to tylko taki korzystny, coroczny, czas.
"Trzynastka" zawsze pozwalała mi złapać wiatr w żagle na kilka miesięcy, by z końcem wakacji znów wrócić do ostrożnego wydatkowania pieniędzy, w powakacyjnych zakupach.
Każdego roku odczuwałem, że mam coraz dłuższy, taki sprzyjający mi czas.
Wiedziałem także, że nadejdzie kiedyś moment, gdy cały rok będę mógł cieszyć się jakimikolwiek wolnymi środkami.
Dążenie do takiej sytuacji, ponownie budziło mój optymizm.
Odpoczynek po wielomiesięcznej, wytężonej pracy, stawał się koniecznością.
Nie mogłem dopuścić do zmarnowania takiej okazji, bo to było ładowanie akumulatorów do dalszej pracy, której końca jeszcze nie było widać.

28. BEZPIECZNE SCHRONIENIE


Od dziecka musimy walczyć o coś - o lepsze zabawki w przedszkolu, lepsze koleżeństwo w szkole, lepszą "drugą połówkę" życiową, lepszą pracę, lepszy poziom życia itp.
Wszystko wydaje się być bardzo proste, gdy ma się wsparcie w rodzicach, którzy doradzą (namówią lub zabronią), pomogą finansowo, lub po prostu czasem przytulą bezinteresownie,  gdy masz gorszy dzień.
Są jednak sytuacje, gdy nie mamy tego szczęścia, by cieszyć się obecnością choćby jednego z nich.
Kierowani społeczną poprawnością, brniemy przez życie, z jego bezlitosnym prądem, wskazującym jedyną słuszną drogę.
Niestety dane mi było tego doznać.
Targany brakiem wsparcia uczuciowego, długo nie mogłem odnaleźć się w świecie.
Czasami chwytałem dni, jak tonący ostatnie oddechy powietrza - zbyt łapczywie, by poczuć się pewnie.
Z zazdrością patrzyłem na rówieśników, którzy dorastali otoczeni rodzicielską miłością, układali sobie życie.
Ja nie miałem do tego głowy, bo szukałem utraconego bezpowrotnie poczucia bezpieczeństwa z dzieciństwa, a raczej odpowiedzi,  jak żyć.
Zamknięty w sobie, kończyłem kolejne szczeble nauki, aż po studia magisterskie.
Żyłem niby normalnie, lecz nie umiałem nikogo pokochać, bo nigdy nie czułem się kochany.
Na dodatek kilka razy sparzyłem się na nieszczerym uczuciu od dziewczyn.
Swoje emocje zacząłem wylewać na papier,  pisząc pamiętniki.
Już nawet wyjście na piwo, z kolegą z liceum, kończyło się rozczulaniem nad sobą, gdy zbyt dużo wypiłem.
Czułem, że syndrom sieroty może mnie popchać kiedyś do depresji, lecz nie wiedziałem, jak wybrnąć z tej sytuacji.
Dopiero dojrzały wiek i podjęcie pracy sprawiły, że zacząłem żyć teraźniejszością i przyszłością.
Przestałem wracać do tego, co było.
Skupiłem się na codziennych sprawach, a z czasem (niestety) na kłopotach finansowych.
Jedyne, co pozostało we mnie z tamtych czasów, to poczucie osamotnienia.
Samotność stała się nieoczekiwanie moim azylem, poczuciem subiektywnego bezpieczeństwa w kontaktach międzyludzkich.
Łatwiej jest mi żyć samemu, niż jeszcze raz próbować zaufać komukolwiek.

wtorek, 4 października 2016

27. WIECZORNE MANEWRY


Jedną z nagród, jaką otrzymałem w szkole podstawowej, była gra strategiczna "Waterloo".
Dwóch graczy rozstawiało na planszy, imitującej pole bitwy, swoje pionki (żołnierzy), po czym następowała przemyślana rozgrywka.
Strategia działania dotyczy większości spraw. Nawet wyjście do sklepu jest czasem wyzwaniem - sprawdzenie, czy aby nie pada deszcz, czy można się "tak" pokazać na ulicy, czy nie będzie mi za zimno (za ciepło).
Co dopiero, gdy chcemy osiągnąć poważniejsze cele.
Od dawna mam w sobie gen analityczny i ducha-stratega. To ułatwiło mi trochę przygotowanie się do wojny o lepsze jutro:

1. Broń i amunicja.
Tak, jak przed bitwą, najpierw należy określić swój arsenał.
Musimy wiedzieć, czy mamy czym walczyć.
Jeśli nie dysponujemy dostateczną ilością środków finansowych, warto pozbyć się zbędnych rzeczy (sprzedać).
Inwestycja w siebie, czy też wydatki, które pomagają nam w późniejszym terminie wygenerować zyski (np. zakup laptopa do celów zarobkowych), to najlepsze, co można zrobić.

2. Działania w terenie.
Życie to nie poligon doświadczalny. To wojna - tu wszystko jest naprawdę.
Zasadniczą część naszego bytu stanowią walki różnego rodzaju.
Najważniejsze, by być czujnym, szukać okazji na udany atak i wyciągnąć jak największe zyski, oczywiście w granicach prawa i przyzwoitości.
Nudzisz się w deszczowy dzień przed telewizorem? Lepiej odwiedź kilka sklepów najbliżej ciebie i spisz ceny podstawowych produktów,  których używasz najczęściej w kuchni.
Przy ograniczonym budżecie liczy się każdy zysk, a jednocześnie pospacerujesz.

3. Niewybuchy.
Czasami nasze działania nie przynoszą efektów lub są one mniejsze od zamierzonych.
Nie ma co się zrażać. Skoro wiemy, na czym nam najbardziej zależy, musimy kroczyć dalej i próbować ponownie. Może innym sposobem.
To, że na chwilę wracamy do gorszych finansowo miesięcy nie znaczy, że wszystko stracone.
Póki mamy wciąż wiarę,  siły,  pomysły,  ciągle możemy obrócić losy tej wojny - kapitulacja nie wchodzi w grę.

poniedziałek, 3 października 2016

26. MARZENIA I PRAWDZIWE CELE


Nie rozpraszaj się zbyt wieloma marzeniami.
Skup się na realizacji tego, co najbardziej jest ci potrzebne w życiu.
Pozostałe pragnienia potraktuj jako dodatki, a nie priorytety, by nie obudzić się pewnego poranka z Iphone'em przy uchu i smartwatch'em na ręce, lecz bez zapewnionego dachu nad głową.
W obecnych czasach, trudno nie odnieść jednak wrażenia, że Maslow się pomylił.
Dla wielu ludzi, pierwszą potrzebą, jaką zaspokajają, nie jest ani jedzenie, ani inne potrzeby fizjologiczne, a potrzeba przeglądania internetu.
Pobudka i szybkie przejrzenie poczty mailowej, portali społecznościowych i innych stron.
Brak czasu na poranne ćwiczenia i porządne śniadanie.
Zamiast zadbać o zdrowie i kondycję fizyczną zatracamy się w wirtualnym świecie.
Gdy do tego dojdzie fakt, iż internet w konsekwencji jest ucieczką od problemów, cały zapał do wyjścia z trudności, staje się słomiany.
Trzeba umieć wyważyć czas na rzeczy konieczne do zrobienia, z tymi, które dają odrobinę relaksu.
Odróżnienie celów życiowych od materialnych marzeń wymaga chwili zastanowienia i weryfikacji.
Spisanie wszystkich celów i marzeń na kartce, z dokładnym planem działania, pozwala się zorientować, ile z nich mamy tak naprawdę szansę osiągnąć. 
Życie mamy jedno, także musimy brać też pod uwagę czas, potrzebny na realizację pragnień. 
Stracić całe życie na spłatę długów, bez żadnej radości po drodze, nie ma najmniejszego sensu.
Zasada "złotego środka" sprawdza się w takich sytuacjach rewelacyjnie.
Metodologia określania celów,  opisana w poradnikach, zawsze mnie irytowała.
Nigdy nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że teoria zawsze w pewnym momencie odbiegała od realiów.
Mimo, iż ujmuje się w całym tym procesie osiągania celów, element zmienności, dalsze analizowanie sytuacji na przyszłość, było wróżeniem z fusów.
Zawsze wolałem określać jedynie główny cel i podcele.
To wystarczało, by zostały uwzględnione wszystkie nieprzewidywalne sytuacje, bo przecież wiedząc,  czego tak naprawdę oczekujemy od siebie i życia, żadne większe zawirowania nie są w stanie nas odwieść od tego.
Małymi krokami jesteśmy w stanie więcej osiągnąć.
Nawet jeśli będziemy zmuszeni do wykonania kilku kroków wstecz, nie zniechęcimy się w takim stopniu, jakby to było, gdybyśmy musieli to zrobić korzystając z czyichś rad.
Wówczas irytacja jest zdecydowanie większa i do tego wyrzuty sumienia, w stylu: "Po co posłuchałem jej/jego, mogłem to zrobić po swojemu".

sobota, 1 października 2016

25. MIERZ SIŁY NA ZAMIARY


Ambitne cele, to podstawa samorealizacji. Dlatego warto określić konkretnie, czego się oczekuje od życia i co uczyni nas szczęśliwymi, spełnionymi.
Nie powinniśmy się bać, że to jest porywanie się z motyką na słońce.
Trzeba próbować tak zwiększać swe zaangażowanie (siły, możliwości), by zamierzenia były realne do wykonania.
Wyznaczanie celów nie jest trudną sprawą.
Każdy chciałby być piękny, młody lub/i bogaty.
Tylko, czy nie wpadniemy we własne sidła próżności?
Okazuje się, bowiem, że sam cel, bez wskazania drogi jego osiągnięcia i przede wszystkim zasadności, może być nieosiągalny już na starcie.
Ale kto zabroni nam marzyć?
Zresztą, czy od razu trzeba przepłacać, kupując wymarzoną rzecz?
Są tańsze odpowiedniki, nie zawsze gorsze, np. wody zapachowe.
By mieszkać "na swoim" nie muszę nabywać całego domu, skoro mógłbym kupić kawalerkę.
Z innej strony, kto może przewidzieć, czy dług o wysokości 80.000 zł spłacę, a o wysokości 100.000 zł już nie?
To tylko spekulacje, bo nawet jeśli dziś nie mamy szans na cokolwiek,  po jakimś czasie, w trakcie dążenia do celu, los może okazać się nam bardziej przychylny (nieoczekiwany spadek, wygrana itp.).
Wychodząc optymistycznie na przeciw marzeniom, nie tylko odnajdujemy sens istnienia.
Z każdym krokiem, zbliżającym nas do celu, odczuwamy przecież satysfakcję.
Dlatego, mimo braku określonych środków (głównie finansowych) do spełniania marzeń,  postanowiłem podjąć bitwę o lepsze życie.
Pragnąłem nie tylko rozwiązać swój największy problem, czyli finansowy, ale również odczuć "normalne" życie poprzez dokonywanie zakupów rzeczy bardziej luksusowych.
Ufałem oczywiście  swojemu optymizmowi, że będzie mi sprzyjało szczęście.
Miałem przecież coś bardziej wartościowszego od pieniędzy - wsparcie w rodzinie, u przyjaciół i ... własny rozum.

piątek, 30 września 2016

24. RECEPTA NA SZCZĘŚCIE


Oszczędzanie małych kwot było kolejnym bodźcem do skutecznego działania w walce o powrót do normalności.
Zresztą nie ja pierwszy odkryłem zależność pomiędzy posiadaniem środków większych od podstawowych potrzeb konsumpcyjnych, a realizacją innych celów (potrzeb wyższego rzędu).
Teoria Abrahama Maslowa o motywacji człowieka,  wskazuje właśnie na realizację potrzeb według kolejności: podstawowych (fizjologicznych), bezpieczeństwa, przynależności, uznania oraz samorealizacji, jako następujących po sobie, gdy każda poprzednia, zostaje zaspokojona.
Zaiste, najpierw musiałem zadbać o pieniądze na jedzenie, potem o dach nad głową, by myśleć o wyjściu z długów,  a potem realizować własne marzenia.
Teoria Maslowa, w moim przypadku, zadziałała.
Jeśli chcecie, sami sprawdźcie,  na jakim poziomie potrzeb jestem, skoro zacząłem pisać tego bloga.
Tzw. "Piramida Maslowa" dość jasno określa moje miejsce w hierarchii.
Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby nie OPTYMIZM.
Optymistyczne nastawienie, że się uda cokolwiek, daje dodatkowego kopniaka.
Myśl o tym, jaki będę szczęśliwy, gdy dostanę pełną wypłatę, bez potrącenia komorniczego, przyświecała mi od samego początku.
Sprawiała, że cel nie wydawał się aż tak odległy.
Warto pielęgnować taki stan szczęśliwości, w każdym aspekcie życia.
Bez optymizmu tracimy wiarę w cokolwiek. Jest nam źle, bo nikt nas wtedy nie rozumie.
Trzeba się przeciwstawiać takim stanom.
Jeśli myślisz, że nikogo nie obchodzisz, to mając w sobie optymizm, jesteś w stanie pomyśleć w taki sposób: "może i jestem nikim dla świata,  ale dla kogoś mogę być całym światem".

czwartek, 29 września 2016

23. NA STYK


Pamiętam,  jak dziś,  chwilę,  gdy 4 złote musiało mi wystarczyć na 3 kolejne dni, do wypłaty.
Gdyby nie zapasy w lodówce, byłoby ciężko przetrwać, bez zewnętrznej pomocy.
To nie wina złej gospodarności.
Jak się ma ograniczony budżet domowy, trudno utrzymać w ryzach rozchodzące się pieniądze.
Dodatkowe dochody nie zawsze są,  nie zawsze wystarczają.
Przez wiele miesięcy gnębiło mnie takie życie - zaciskanie pasa i wymyślanie czegokolwiek, by przetrwać ostatnie dni do wypłaty.
Pożyczka od rodziny i znajomych, branie w sklepie towary "na krechę", kupowanie taniej żywności o marnej jakości, zastawianie rzeczy w lombardzie, sprzedaż butelek po piwie, to pomysły, jakie przychodziły mi wtedy do głowy.
Potrzebna była przemyślana strategia na przyszłość, by wreszcie poradzić sobie z problemem ostatnich dni miesiąca.
Wygospodarowanie pewnej kwoty, jako strefy bezpieczeństwa, było naturalną reakcją, lecz trudną do zrealizowania. Ale nie niemożliwą.
Odłożenie gotówki na tzw. czarną godzinę, stanowiło dla mnie zabezpieczenie nie tylko na wszelkie chude miesiące, ale i inne nieprzewidziane wydatki.
Na początku oszczędności 10 zł miesięcznie nie porywały do wiwatu, jednak z czasem uzbierałem łącznie około 200 zł.
Z chwilą dysponowania dodatkowymi środkami, korzystałem z nich mniej lub bardziej intensywnie.
Nagłe wizyty u dentysty, kupno nowego obuwia, czy zakup (częściowo refundowany z pracy) nowych okularów na wszelki wypadek, gdy nie mogłem korzystać z soczewek kontaktowych, to tylko niektóre z tych nieprzewidzianych wydatków.
Na szczęście zawsze udawało mi się zachować kilka złotych na ostatni dzień przed wypłatą.
Jedno, co było ciekawe w całej sytuacji, to fakt, że dysponując bardzo małymi kwotami przed wypłatą, kupowałem głównie tanie warzywa: cebula, ziemniaki, marchew (podobno w Unii Europejskiej traktowana jako owoc) i polskie owoce (głównie jabłka).
Nie przetworzona, tania żywność była na tyle mało kaloryczna, że podświadomie szukałem taniej alternatywy do mięsa, by odczuć sytość...niestety zawsze trafiało na słodycze. 

wtorek, 27 września 2016

22. PORADNIK DLA PLAYBOYÓW BEZ K(L)ASY


Podam ci, mój przyjacielu,
przepis na względy kobiety.
Skorzystało z niego wielu,
bo to nie są jakieś bzdety.

Wyznacz sobie dzień na zmiany,
byś psychicznie był gotowy.
Musisz również być wyspany
oraz, oczywiście, zdrowy.

Wygrzej się na słońcu trochę,
użyj hantle zapomniane,
by wyglądać na twardziochę.
Miej paznokcie spiłowane.

Stań przed lustrem po kąpieli,
usuń pryszcze i ogol się.
Niech twe zęby będą w bieli,
by oddech nie przekreślił cię.

Nanieś żelu odrobinę,
żeby włosy były składne.
Rób do złej gry dobrą minę,
gdy nie rosną ci już żadne.

Sięgnij teraz po swe ciuchy.
Załóż tylko coś nowego.
Żadne dresy, wycieruchy,
bo zgubiły niejednego.

Z adidasów też zrezygnuj
- załóż eleganckie buty.
By błyszczały się, przypilnuj,
by żaden nie był rozpruty.

A na koniec najważniejsze
- rześki zapach niezwietrzały.
Wówczas wszystkie najfajniejsze
będą z tobą rozmawiały.

Czy przychodzi ci do głowy,
upić się przed zalotami?
Lepiej odpuść sobie łowy,
siedź przy piwie z kolegami.

Gdy rozmowę z nią rozpoczniesz,
gdzieś na boku, w dyskotece,
nie myśl,  że wtedy odpoczniesz.
Mylisz się, i to dalece.

Musisz dialog kontrolować,
być wesołym, lecz z umiarem,
swe gadulstwo przyhamować
i nie być dla niej ciężarem.

Wszystkie swoje ułomności
lepiej wyznaj jej zawczasu.
Może nie mieć przyjemności
tracić z tobą więcej czasu.

Mów szczerze, co z twą karierą
i co pragniesz w życiu robić.
Brak ambicji - z tą barierą
ciężko jakąś miłość zdobyć.

Szanuj, by cię pokochała.
Wspieraj ją zawsze i wszędzie.
Chcesz, by ci usługiwała?
Żoną ze Stepford nigdy nie będzie.

----------

Przemyśl, co tu napisane
i rozpocznij swe podchody.
Trwałe związki są pisane
tylko dla pokonujących schody.

21. GOTOWY DO PRACY


Pełen werwy, animuszu, wracam z nowymi siłami, by zmierzyć się ze swoimi problemami i spełniać swe marzenia.
Najważniejsze jest zacząć, bo początek zawsze sam w sobie motywuje. Dodaje odwagi, bo okazuje się, że można było bez problemu uczynić ten pierwszy krok.
Trzeba jednak na bieżąco analizować to, co się dzieje wokół, by to nie był falstart.
Są czasem rzeczy, które "wychodzą w praniu" i konsekwentnie należy je wyłapać i niwelować.
Jasność umysłu to podstawa.
Oczywiście dopalacze, narkotyki, nawet napoje typu "energy drink" to nie jest dobry sposób na racjonalne spoglądanie na swoje otoczenie, zatem stanowczo odradzam. Głównie ze względów zdrowotnych.
Odkąd wychodzę z długów, alkohol wysokoprocentowy dla mnie nie istnieje.
Ogólnie, trzeźwość umysłu potrzebna jest nie tylko do wychodzenia z długów, ale i w innych aspektach życia.
Zatem... do roboty !

niedziela, 18 września 2016

20. UCIECZKA DO RZECZYWISTOŚCI


Są takie chwile, gdy uciekamy w wirtualny świat.
Komórki, tablety, laptopy, monitory stacjonarnych komputerów, telewizory, towarzyszą nam wtedy w każdej godzinie życia, ale czasem chcemy (i powinniśmy) od nich odpocząć.
Wielogodzinne przebywanie przed komputerem, nie tylko w celach rozrywkowych, może prowadzić do tzw. suchości oka, zapalenia spojówek i innych podrażnień oczu.
Nie pominę faktu najbardziej chorobowego - brak ruchu to nadwaga, niewydolność trzustki, cukrzyca...itp.
Nie było moim celem kogokolwiek straszyć, ale człowiek to też zwierzę, dlatego ruch wpisany jest w jego DNA.
Spacery, biegi, siłownia, pielenie ogródka, sprzątanie mieszkania i inne formy aktywności fizycznej muszą mieć swoje miejsce w naszym grafiku dnia.

Niniejszym oświadczam, iż z powyższych powodów i innych, bardziej kuriozalnych (np. brak dostępu do internetu ) nastąpi przerwa techniczna do dnia 27 września 2016 r.

Nie płaczcie, wrócę ;-)